Cicha choroba serca, poważne konsekwencje. Rezonans magnetyczny może uratować życie.


23/03/2026

Serce może chorować w ciszy – bez bólu, bez alarmujących objawów i bez ostrzeżeń. Kardiomiopatia często rozwija się latami, a diagnoza bywa stawiana dopiero w momencie nagłego zdarzenia kardiologicznego. We wczesnym wykryciu tego schorzenia pomaga rezonans magnetyczny, który pokazuje to, czego nie widać w standardowych badaniach.

Kardiomiopatia to więcej niż jedna choroba. To grupa schorzeń o różnych przyczynach, w których mięsień sercowy jest nieprawidłowy.

Choroba „cichego serca”

Do objawów mogących sugerować kardiomiopatię należą szybkie męczenie się, duszność wysiłkowa, uczucie kołatania lub nierównego bicia serca, a także epizody zasłabnięć i omdleń, zwłaszcza podczas wysiłku lub tuż po nim. W bardziej zaawansowanej postaci choroby mogą pojawić się ból lub ucisk w klatce piersiowej, duszność spoczynkowa, obrzęki kończyn dolnych, szybki przyrost masy ciała oraz budzenie się w nocy z uczuciem braku powietrza – tłumaczy dr Łukasz Wójcik, specjalista radiologii i diagnostyki obrazowej z Affidea Szczecin.

Do objawów alarmowych, wymagających pilnej konsultacji kardiologicznej, należą omdlenia z utratą przytomności, duszność spoczynkowa oraz kołatania serca połączone z bólem w klatce piersiowej lub dusznością.

Kardiomiopatia bywa nazywana chorobą „cichego serca”, ponieważ przez długi czas nie daje objawów lub są one bardzo niecharakterystyczne, dlatego łatwo je zignorować. Zmiany w mięśniu sercowym mogą narastać latami. Organizm długo kompensuje te zmiany, a pacjent zgłasza się do lekarza dopiero wtedy, gdy objawów nie da się już bagatelizować. – Dane z raportu przywołanego przez Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego pokazują, że diagnoza kardiomiopatii w Polsce najczęściej jest stawiana w szpitalu, a większość w trybie pilnym, co spełnia definicję późnego wykrywania – wyjaśnia specjalista.

Setki tysięcy chorych, tysiące niezdiagnozowanych

Jak się okazuje, skala problemu jest znacznie większa, niż wynikałoby to z oficjalnych rozpoznań. Według danych NFZ w latach 2016–2020 roczna liczba osób z rozpoznaną kardiomiopatią wynosiła około 100–110 tys.

Eksperci PTK szacują, że kardiomiopatia mogą dotyczyć nawet około 500 tysięcy osób w Polsce, a leczonych jest tylko około 120 tysięcy – tłumaczy specjalista.

W danych populacyjnych widać, że zachorowania i rozpoznania rosną wraz z wiekiem, a szczyt zapadalności wypada w grupie wiekowej powyżej 65 roku życia. Najbardziej „narażone na niewykrycie” są osoby aktywne fizycznie, które maskują objawy dobrą wydolnością, pacjenci po infekcji z utrzymującymi się kołataniami serca lub spadkiem wydolności, pacjenci po terapii onkologicznej, chorzy z napadowymi arytmiami oraz osoby obciążonym wywiadem rodzinnym.

Warto podkreślić, że wiele kardiomiopatii ma podłoże genetyczne, co oznacza, że choroba może dotyczyć nie tylko jednego pacjenta, ale całych rodzin. W praktyce klinicznej zdarza się, że diagnoza u jednej osoby prowadzi do wykrycia choroby u kilku innych krewnych, którzy wcześniej nie mieli żadnych objawów.

Ogromna grupa pacjentów żyje z chorobą, nie mając jej świadomości. Dlatego, jak podkreśla doktor, tak ważna jest rola diagnostyki.

Gdy EKG i echo to za mało

Choć EKG i echokardiografia są podstawą diagnostyki kardiologicznej, nie zawsze wystarczają. Kiedy warto rozważyć dodatkowe badania?

Dodatkowe badania są zalecane w trzech typowych momentach: 1) gdy pacjent ma objawy, a podstawowe badania nie są wystarczające do postawienia diagnozy, 2) gdy w ECHO stwierdza się nieprawidłowy obraz mięśnia sercowego, ale wymagający dalszego różnicowania podłoża wykrytych zmian oraz 3) w ustaleniu ryzyka wystąpienia arytmii, gdzie kluczowym będzie wykrycie obecności blizn lub włóknienia w mięśniu sercowym – wyjaśnia dr Łukasz Wójcik.

MR serca – „histopatologia bez biopsji”

W kwestii dokładnej diagnostyki należy rozważyć rezonans serca (MR), który pozwala wykryć kardiomiopatię na wczesnym etapie, zanim pojawią się wyraźne zmiany w EKG i echokardiografii.

Wynika to z faktu, że w badaniu tym można dodatkowo ocenić strukturę mięśnia sercowego. Przykładem mogą być wczesne ślady uszkodzenia po zapaleniu, subtelne, rozlane włóknienie albo przebudowa miokardium w chorobach spichrzeniowych – mówi specjalista. – Podsumowując, badanie echokardiograficzne najlepiej pokazuje hemodynamikę oraz funkcję zastawek, tomografia komputerowa anatomię naczyń, natomiast rezonans magnetyczny umożliwia „histopatologię bez biopsji” – mówi.

Rezonans magnetyczny serca jest w Polsce dostępny, ale wykonywany głównie w większych, wyspecjalizowanych ośrodkach, co wynika z potrzeby doświadczonego zespołu i odpowiednich protokołów kardiologicznych. Na tle Europy Zachodniej dostępność jest wyraźnie niższa – podczas gdy w krajach, takich jak Niemcy czy Włochy funkcjonują ponad 3 aparaty MRI na 100 tys. mieszkańców, w Polsce jest to około 1 aparat na 100 tys. osób. To pokazuje, że potencjał tej metody diagnostycznej wciąż nie jest w pełni wykorzystywany.

Wczesne wykrycie może zmienić wszystko

Co istotne, MR serca nie tylko potwierdza rozpoznanie, ale często je koryguje:

MR potrafi odróżnić uszkodzenie niedokrwienne od pozapalnego, co zmienia dalsze leczenie i rokowanie. Może też uchronić pacjenta przed niepotrzebnym leczeniem lub – przeciwnie – wskazać konieczność intensywniejszej terapii czy zabezpieczenia przed groźnymi arytmiami – mówi dr Wójcik.

Eksperci są zgodni: im wcześniej wykryta kardiomiopatia, tym większa szansa na spowolnienie jej postępu i uniknięcie dramatycznych powikłań. Rezonans magnetyczny serca staje się dziś jednym z najważniejszych narzędzi w nowoczesnej diagnostyce chorób mięśnia sercowego – szczególnie u pacjentów z niejasnymi objawami, obciążonym wywiadem lub niepokojącymi wynikami innych badań.

W przypadku „cichej choroby serca” czas ma ogromne znaczenie. A diagnostyka może ten czas pacjentowi dosłownie podarować.